Fuente del Gallo y Castilobo
Dos en uno: Fuente del Gallo y Castilobo
Serię wpisów o plażach o zabawnych nazwach rozpoczęłam plażą w Kadyksie, więc stwierdziłam, że zakończę ją również tutaj. Cala de Puntalejo – czyli mała plaża „Daleki Przylądek” (la punta / el cabo – przylądek, lejos – daleko) – położona jest w malowniczym miejscu, więc postanowiłam sprawdzić ją osobiście.

Choć plaże w Kadyksie wciąż wychodzą na Atlantyk, a do Tarify (gdzie zaczyna się Morze Śródziemne) jest jeszcze ok. 60 km w linii prostej, to tutejsze calas mają już klimat niemal śródziemnomorski: kamieniste dno, turkusowa woda i strome zbocza sprawiają, że można się poczuć jak na Majorce.
Na jednej ze ścian otaczających plażę znajduje się el búnker bunkier zbudowany tuż po hiszpańskiej wojnie domowej, w latach 40. XX wieku. W czasach, gdy strategiczne położenie Hiszpanii między Europą a Afryką nabrało znaczenia, zaczęto wznosić fortyfikacje chroniące wybrzeże przed ewentualną inwazją morską.

Jednak po chwili spędzonej na Cala de Puntalejo zaczęłam czuć się przytłoczona – było tłoczno, mało miejsca, a woda nie najczyściejsza. Skierowaliśmy się więc na drugi koniec miasteczka Conil de la Frontera – na plażę Castilobo.


Castilobo (a może Castilnovo?) – szeroko, dziko i złociście
Castilobo (el castillo – zamek, el lobo – wilk, czyli wydawałoby się, że zamek + wilk = „Zamwilk”), jak się okazało, nie ma wiele wspólnego z wilkami. To zupełne przeciwieństwo poprzedniej plaży – szeroka, o piaszczystym dnie, z widokiem na białe domy w Conil de la Frontera, jednym z pueblo blanco. Rozkochała mnie kolorami: jasna, przejrzysta woda, złoty piasek, ciemna zieleń lasu sosnowego i biel miasteczka.
Chociaż w samym Conil jest główna plaża z paseo marítimo, Castilobo leży nieco dalej – żeby się na nią dostać, trzeba przejść przez rzekę Salado (czyli „słoną”). Ale warto. Jest naturalna, czysta i spokojna.
Podsłuchałam, jak pewna dziewczynka mówiła do mamy:
„¡Mamá! Esta arena es muy bonita, finita como un pan rallado.”
(Mamo! Ten piasek jest bardzo ładny, drobniutki jak bułka tarta.) – i rzeczywiście taki był.

Drugą wielką zaletą tego miejsca, tuż po kolorach, jest natura. Choć trudno nazwać tutejsze dunas prawdziwymi wydmami, to nie sposób przeoczyć ławic ryb pływających wokół – bancos de peces. To wcale nie znaczy, że hiszpańskie ryby mają konto w banku. Tak nazywa się ławica ryb – el banco de peces. Następnym razem zabiorę maskę do snorklingu i aparat – chcę uchwycić podwodny świat. (Na tym filmiku widać pod światło jak płyną z falą).
Wilków brak, ale za to… historia i ptaki

Na miejscu okazało się, że Castilobo znana jest też jako Castilnovo. Jak wiadomo, hiszpańskie v czyta się jak b, więc łatwo o zamieszanie. Łączy się to z ewolucją języka, ale to temat na inny moment. To coś jak nasze polskie rozterki między „u” a „ó”. Castilnovo oznacza dosłownie „Nowy Zamek”.
Nazwa odnosi się do XVI-wiecznej wieży strażniczej (na zdjęciu widać ją w tle), która służyła nie tylko do obserwacji i obrony przed berberyjskimi najazdami, ale też jako punkt monitorujący migrację tuńczyków błękitnopłetwych (el atún rojo) zmierzających ku Cieśninie Gibraltarskiej.
Dziś wzdłuż plaży ciągnie się ruta de senderismo – szlak spacerowy, z którego można obserwować wiele gatunków ptaków, także tych zagrożonych wyginięciem. A wilków… nadal brak. Przynajmniej w tej części Hiszpanii 😉


Sprawdź się!
dos en uno – dwa w jednym
la cala – mała plaża, zatoczka
la punta / el cabo – przylądek
la fuente – źródło
el gallo – kogut
lejos – daleko
el búnker – bunkier
el castillo – zamek
el banco de peces – ławica ryb
el paseo marítimo – promenada
el pan rallado – bułka tarta
salado – słony
el atún rojo – tuńczyk błękitnopłetwy
la ruta de senderismo – szlak pieszy


